Kochani,
Ten wpis miał być już na nowym serwerze i nowym blogu, niestety okazało się to trudniejsze niż myślałam. Jednak moje zdolności w zakresie programów pozostawiają wiele do życzenia. Blog na nowym serwerze miał być intuicyjny…..a nie jest hmm. Niestety nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc, a zanim sama to rozkminię pewnie minie trochę czasu, więc na razie pozostaję na onecie.
W poprzednim poście opisywałam coś na wzór projektu pn.”Nowe danie raz w tygodniu”.
Tak się składa, że kilka dni temu organizowałam wraz z koleżankami urodziny niespodziankowe dla mojej przyjaciółki. Każda z nas przygotowało coś dobrego, a dla mnie był to bodziec do zrobienia „nowego dania”. Miało być lekko i zdrowo, żeby nie objadać się wieczorem…koniec końców wyszła sałatka.
Sałatka z surmi (paluszki krabowe)
Składniki:
1 opakowanie surimi (220g)
1 papryka biała
1 ogórek zielony
ser żółty
sałata z roszponką (mix sałat można dostać w sklepach)
pestki dyni
koperek
Sos: oliwa z oliwek, bazylia, tymianek, sól, pesto z pomidorami, pieprz, ocet winny, miód, sok z cytryny)
Przygotowanie: Kroimy ogórek i paprykę w drobną kostkę, dodajemy poszatkowaną sałatę z roszponką lub mix sałat, do tego kroimy surimi (długość paluszka dzielimy na 3 części), dodajemy sos z oliwy i reszty składników, mieszamy. Na koniec posypujemy żółtym serem pokrojonym w drobną kosteczkę i pestkami dyni.
Mała uwaga!…
Surmi jest zrobione z mielonego mięsa białych ryb, najczęściej z mintaja dorsza lub morszczuka Możecie się zdziwić, gdyż na opakowaniu jest napisane, że jednym ze składników jest cukier. Dlatego polecałabym ostrożne próbowanie, w zależności od czasu przebywania na diecie SCD. Ja na szczęście dobrze się czułam, ale jak wiecie zaczynam próbować pomału niedozwolonych produktów.
Pesto znalazłam bez cukru, wiem że w niektórych jest on obecny.
Sałatka jest naprawdę bardzo smaczna a przy tym pożywna:)
Mama nadzieję, że mój zapał do tworzenia nowych potraw nie minie za szybko, tym bardziej, że dzisiaj odbieram zamówioną książkę Magdy Gessler, mam nadzieję, że znajdę tam coś dla siebie i w razie potrzeby przerobię na SCD.
Tak naprawdę wiedząc co można a czego nie można jeść jesteśmy w stanie bardzo dużo skomponować rożnych dań!
niedziela, 4 grudnia 2016
poniedziałek, 31 października 2016
Tak, przyznaję kocham jeść i gotować!
Witajcie Kochani!
Właśnie oglądam film „Julie and Julia” i dzięki niemu przypomniałam sobie jak bardzo kocham jesć i gotować:)
Gotowanie może stać się pasją, mimo że nie zawsze możemy używać wszystkich produktów np. węglowodanów złożonych…
Z resztą czyż nie jest smaczniej i przyjemniej jeść nieprzetworzone, domowe jedzonko. Weźmy taki majonez, co z tego, że ten ze sklepu jest na wyciągnięcie ręki, zamknięty szczelnie w słoiczku, które wydaje charakterystyczny dźwięk przy otwarciu…skoro jest pełen cukru i konserwantów (zauważcie ile może stać w lodówce po otwarciu). Ten domowy, proponowany przez SCD nie dość, że jest zdrowszy, bo z miodem to jeszcze o niebo smaczniejszy. Sam proces przygotowania może dać wiele frajdy, lubię patrzeć jak w miarę ubijania powstaje puszysty krem majonezowy. Dozowanie proporcji cytryny i miodu jest odkrywaniem tego prawdziwego smaku majonezu.
Co z tego że zachowuje świeżość przez dwa dni, jest przepyszny.
…
My tu o majonezie a ruscy się zbroją;p
tfu!! chciałam powiedzieć, że nie to miało być tematem tego postu.
Tak sobie myślę, że ciekawie by było podjąć kolejne wyzwanie tym razem kulinarne i rozpocząć projekt „Nowe danie raz w tygodniu”.
Będąc na diecie SCD jesteśmy poniekąd zmuszeni do powtarzania pewnych posiłków co prowadzi do swego rodzaju monotonii, której nikt z nas nie lubi…
Czyż nie byłoby wspaniale założyć sobie cel ugotowania jednego nowego dania raz w tygodniu. Nie dość, że to urozmaici nasze menu, to jeszcze może dać satysfakcję jeżeli wyjdzie nam coś wyjątkowego. W miesiącu to raptem 4 nowe dania w naszej diecie. Można do tego dodać aspekt towarzyski i zaprosić kogoś bliskiego na obiad tudzież kolację:)
Idąc za ciosem na dzisiejszy sobotni obiad przygotowałam medaliony z kurczaka. A oto przepis.
Medaliony z kurczaka
Składniki:
2-4 piersi (zależy dla ilu osób i kogo gotujemy;)
marynata do mięsa: Miód, musztarda Dijon, bazylia, oregano, oliwa
Farsz: 1 papryka
1 pomidor
ser typu bałkańskiego (solankowy)
natka pietruszki
żółty ser
Przygotowanie nie wymaga od nas czasu, jedynie sprawnego piekarnika:)
Piersi myjemy odcinamy białe błonki i rozbijamy tłuczkiem, żeby były w miarę cienkie. Dobrym sposobem na rozbijanie mięsa jest wcześniejsze przykrycie go folią spożywczą. Następnie wkładamy piersi do marynaty zrobionej z 2 łyżeczek miodu i 3 łyżeczek musztardy, oliwy i przypraw. Pojemnik zamykamy szczelnie, lub przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na 1-2 h.
W międzyczasie mamy czas dla siebie oraz czas na zrobienie farszu.
Kroimy paprykę w kostkę, parzymy pomidora i tez kroimy w kostkę, z serem podobnie – w kostkę. Wszystko razem mieszamy, dodajemy natkę i przyprawy do smaku, pieprz, bazylię. soli nie trzeba ser już jest słony.
Nagrzewany piekarnik do 200 stopni C, na blaszce układamy folię aluminiową. Ja użyłam papieru do pieczenie, bo folia mi się skończyła i tez wyszło dobre. Na to kładziemy nasze wcześniej zamarynowane piersi. Na każdą pierś kładziemy farsz i rozsmarowujemy na całej powierzchni. Na górę układamy plasterki żółtego sera.
Tak przygotowane wkładamy do piekarnika na 30 min.
Miód w marynacie i pomidor w farszu powodują, że kurczak pozostaje soczysty.
Zdrowo, szybko, smacznie.
Polecam!
Do tego zaserwowałam sałatkę (sałata, pomidor, papryka, resztka sera bałkańskiego, jogurt, przyprawy).
Właśnie oglądam film „Julie and Julia” i dzięki niemu przypomniałam sobie jak bardzo kocham jesć i gotować:)
Gotowanie może stać się pasją, mimo że nie zawsze możemy używać wszystkich produktów np. węglowodanów złożonych…
Z resztą czyż nie jest smaczniej i przyjemniej jeść nieprzetworzone, domowe jedzonko. Weźmy taki majonez, co z tego, że ten ze sklepu jest na wyciągnięcie ręki, zamknięty szczelnie w słoiczku, które wydaje charakterystyczny dźwięk przy otwarciu…skoro jest pełen cukru i konserwantów (zauważcie ile może stać w lodówce po otwarciu). Ten domowy, proponowany przez SCD nie dość, że jest zdrowszy, bo z miodem to jeszcze o niebo smaczniejszy. Sam proces przygotowania może dać wiele frajdy, lubię patrzeć jak w miarę ubijania powstaje puszysty krem majonezowy. Dozowanie proporcji cytryny i miodu jest odkrywaniem tego prawdziwego smaku majonezu.
Co z tego że zachowuje świeżość przez dwa dni, jest przepyszny.
…
My tu o majonezie a ruscy się zbroją;p
tfu!! chciałam powiedzieć, że nie to miało być tematem tego postu.
Tak sobie myślę, że ciekawie by było podjąć kolejne wyzwanie tym razem kulinarne i rozpocząć projekt „Nowe danie raz w tygodniu”.
Będąc na diecie SCD jesteśmy poniekąd zmuszeni do powtarzania pewnych posiłków co prowadzi do swego rodzaju monotonii, której nikt z nas nie lubi…
Czyż nie byłoby wspaniale założyć sobie cel ugotowania jednego nowego dania raz w tygodniu. Nie dość, że to urozmaici nasze menu, to jeszcze może dać satysfakcję jeżeli wyjdzie nam coś wyjątkowego. W miesiącu to raptem 4 nowe dania w naszej diecie. Można do tego dodać aspekt towarzyski i zaprosić kogoś bliskiego na obiad tudzież kolację:)
Idąc za ciosem na dzisiejszy sobotni obiad przygotowałam medaliony z kurczaka. A oto przepis.
Medaliony z kurczaka
Składniki:
2-4 piersi (zależy dla ilu osób i kogo gotujemy;)
marynata do mięsa: Miód, musztarda Dijon, bazylia, oregano, oliwa
Farsz: 1 papryka
1 pomidor
ser typu bałkańskiego (solankowy)
natka pietruszki
żółty ser
Przygotowanie nie wymaga od nas czasu, jedynie sprawnego piekarnika:)
Piersi myjemy odcinamy białe błonki i rozbijamy tłuczkiem, żeby były w miarę cienkie. Dobrym sposobem na rozbijanie mięsa jest wcześniejsze przykrycie go folią spożywczą. Następnie wkładamy piersi do marynaty zrobionej z 2 łyżeczek miodu i 3 łyżeczek musztardy, oliwy i przypraw. Pojemnik zamykamy szczelnie, lub przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na 1-2 h.
W międzyczasie mamy czas dla siebie oraz czas na zrobienie farszu.
Kroimy paprykę w kostkę, parzymy pomidora i tez kroimy w kostkę, z serem podobnie – w kostkę. Wszystko razem mieszamy, dodajemy natkę i przyprawy do smaku, pieprz, bazylię. soli nie trzeba ser już jest słony.
Nagrzewany piekarnik do 200 stopni C, na blaszce układamy folię aluminiową. Ja użyłam papieru do pieczenie, bo folia mi się skończyła i tez wyszło dobre. Na to kładziemy nasze wcześniej zamarynowane piersi. Na każdą pierś kładziemy farsz i rozsmarowujemy na całej powierzchni. Na górę układamy plasterki żółtego sera.
Tak przygotowane wkładamy do piekarnika na 30 min.
Miód w marynacie i pomidor w farszu powodują, że kurczak pozostaje soczysty.
Zdrowo, szybko, smacznie.
Polecam!
Do tego zaserwowałam sałatkę (sałata, pomidor, papryka, resztka sera bałkańskiego, jogurt, przyprawy).
wtorek, 2 sierpnia 2016
Końcówka lata
Jak się macie, cały czas na diecie?
Ja tak, ale muszę się przyznać, że tych wakacji zgrzeszyłam parę razy, świadomie, dobrowolnie na szczęście z całkiem dobrym skutkiem:)
Kilka razy skosztowałam lodów i ciasta. Cała rzecz działa się kiedy byłam daleko od domu, pracy wszystkich problemów i czułam się fantastycznie! Co także daje mi do myślenia, jak duży wpływ na moje zdrowie ma stres. Kiedy wyjeżdżam poza Wrocław luzuje, odpuszczam, nie denerwuje się i od razu czuję się lepiej.
Dlatego będę się starała robić to jak najczęściej.
Trochę mi szkoda tego lata, świeżych, soczystych pomidorów, cukinii, fasolki i innych wspaniałych warzyw, które jadłam na okrągło.Za niedługo trzeba będzie się przerzucić na mrożonki…życie.
Ale pozostając w klimacie letnim proponuję szybką i smaczną i prostą potrawę z piekarnika – faszerowane cukinie.
Faszerowane cukinie:
Składniki:
3 cukinie
4 pomidory
mięso mielone
2 cebule
szczypiorek lub natka pietruszki
2 papryki
czosnek
sól, pieprz, bazylia i inne przyprawy wg uznania
tarty żółty ser
Cukinię myjemy, przekrajmy wzdłuż i wydrążamy łyżeczką środek, żeby powstały łódeczki.
Robimy farsz – Paprykę i cebulę kroimy w kostkę dodajemy miąższ z cukinii, przysmażamy na patelni, odkładamy na bok.
Następnie przysmażamy mięso mielone, czosnek z ziołami, dodajemy pokrojone pomidory. Do usmażonego mięsa dodajemy resztę warzyw i wszystko razem mieszamy. Dodajemy szczypiorek lub natkę pietruszki, przyprawiamy do smaku. Tak przygotowanym farszem napełniamy cukinie.
Wkładamy do rozgrzanego piekarnika 180 st. na 30-40 min. pod koniec pieczenie posypujemy startym żółtym serem.
Na zdjęciu widać cukinie przed upieczeniem. Po wyciągnięciu z piekarnika nie zdarzyłam nawet zrobić zdjęcia bo zostały szybko zjedzone:)
smacznego!
Ja tak, ale muszę się przyznać, że tych wakacji zgrzeszyłam parę razy, świadomie, dobrowolnie na szczęście z całkiem dobrym skutkiem:)
Kilka razy skosztowałam lodów i ciasta. Cała rzecz działa się kiedy byłam daleko od domu, pracy wszystkich problemów i czułam się fantastycznie! Co także daje mi do myślenia, jak duży wpływ na moje zdrowie ma stres. Kiedy wyjeżdżam poza Wrocław luzuje, odpuszczam, nie denerwuje się i od razu czuję się lepiej.
Dlatego będę się starała robić to jak najczęściej.
Trochę mi szkoda tego lata, świeżych, soczystych pomidorów, cukinii, fasolki i innych wspaniałych warzyw, które jadłam na okrągło.Za niedługo trzeba będzie się przerzucić na mrożonki…życie.
Ale pozostając w klimacie letnim proponuję szybką i smaczną i prostą potrawę z piekarnika – faszerowane cukinie.
Faszerowane cukinie:
Składniki:
3 cukinie
4 pomidory
mięso mielone
2 cebule
szczypiorek lub natka pietruszki
2 papryki
czosnek
sól, pieprz, bazylia i inne przyprawy wg uznania
tarty żółty ser
Cukinię myjemy, przekrajmy wzdłuż i wydrążamy łyżeczką środek, żeby powstały łódeczki.
Robimy farsz – Paprykę i cebulę kroimy w kostkę dodajemy miąższ z cukinii, przysmażamy na patelni, odkładamy na bok.
Następnie przysmażamy mięso mielone, czosnek z ziołami, dodajemy pokrojone pomidory. Do usmażonego mięsa dodajemy resztę warzyw i wszystko razem mieszamy. Dodajemy szczypiorek lub natkę pietruszki, przyprawiamy do smaku. Tak przygotowanym farszem napełniamy cukinie.
Wkładamy do rozgrzanego piekarnika 180 st. na 30-40 min. pod koniec pieczenie posypujemy startym żółtym serem.
Na zdjęciu widać cukinie przed upieczeniem. Po wyciągnięciu z piekarnika nie zdarzyłam nawet zrobić zdjęcia bo zostały szybko zjedzone:)
smacznego!
środa, 22 czerwca 2016
ogórasy pierwszej klasy;)
Witajcie,
Zrobiłam sobie mała przerwę w pisaniu, bo prawdę mówiąc nie było za bardzo o czym pisać…a nie chciałam nic na siłę wymyślać i tworzyć.
Jestem cały czas na diecie, stosuje dozwolone menu, a z racji tego że mamy okres warzywno – owocowy, zajadam się jak mogę tymi produktami.
Pod koniec maja byłam w Budapeszcie, przepiękne miasto, infrastruktura, krajobraz naprawdę polecam!
Co do jedzenia to w zasadzie nie mają tylko białego sera, który jem praktycznie codziennie. Z obiadowych rzeczy jadłam m.in.”gulasz”(zupa na gęsto z mięsem i warzywami a’la nasz bogracz) i powiem szczerze, że po przyjeździe do Polski przez praktycznie tydzień kiepsko się czułam. Cóż, zdarzają się gorsze okresy na tej diecie i nie ma się co oszukiwać. Uwielbiam podróżować i kosztować specjałów z rożnych kuchni, a niestety będąc na SCD jest to mocno ograniczone.
Wracając do kraju;)książka BVC ponieważ nie była pisana w Polsce,a w Stanach Zjednoczonych, nie wymienia produktów kwaszonych dozwolonych do spożycia. Z racji tego, że jestem fanką praktycznie wszystkich przetworów a w szczególności ogórków kiszonych, nie mogłam odmówić sobie przyjemności spróbowania zrobienia kilku słoików.
Ktoś może pomyśleć, że osoby z problemami trawiennymi powinny nie trawić produktów kiszonych..nic bardziej mylnego. Czasami jem także kapustę kiszoną i bardzo dobrze się czuję, ale dodaję do niej marchewkę i trochę miodu.
Tak więc ogórki na pewno Wam nie zaszkodzą, w końcu fermentację przeprowadzają bakterie, widocznie dobre dla naszych jelit.
Mam 2 sposoby na ogórki, różnią się one tylko dodatkami, które wkładam do słoików:
1. Ogórki kiszone z korzeniem chrzanu:
Do słoika oprócz ogórków dodaję 4 ząbki czosnku, koper i mały kawałek korzenia chrzanu, wszystko zalewam woda z solą (proporcja na litr wody kopiasta łyżka soli)i zakręcam.
2. Ogórki kiszone z liśćmi wiśni – składniki jak wyżej tylko zamiast korzenia chrzanu dodaję 4 liście wiśni.
Po około 3-4 dni mam pyszne ogórki.
dobrym sposobem na przyspieszenie fermentacji jest dodanie do słoika kawałka skórki z chleba razowego.
Może uskuteczniacie więcej sposobów na ogórki czy inne przetwory?
Jeszcze uwaga dla osób, które pisały do mnie, że teraz rozpoczynają dietę SCD – jesteście w najlepszym momencie a raczej najlepszej porze roku. Dookoła świeże warzywa i owoce, które można pomalutku wprowadzać do diety. Ja niestety zaczynałam od mrożonych. Korzystajcie z tego ile się da, bo na pewno poczujecie brak cukru w organizmie w porównaniu z poprzednim sposobem odżywiania. Najlepiej wtedy sięgnąć po owoc i zaspokoić ten głód fruktozą.
Btw. dziękuję za wszystkie maile, staram się odpisywać w miarę możliwości i doświadczenia które zdobywam będąc na SCD.
Przyznaję ostatnio osiadłam na laurach jeżeli chodzi o stosowanie nowych przepisów, jest lato, można tak przyjemnie aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu, że nie starcza mi weny na kuchnię;)
Niemniej obiecuję się trochę poprawić:)
Zrobiłam sobie mała przerwę w pisaniu, bo prawdę mówiąc nie było za bardzo o czym pisać…a nie chciałam nic na siłę wymyślać i tworzyć.
Jestem cały czas na diecie, stosuje dozwolone menu, a z racji tego że mamy okres warzywno – owocowy, zajadam się jak mogę tymi produktami.
Pod koniec maja byłam w Budapeszcie, przepiękne miasto, infrastruktura, krajobraz naprawdę polecam!
Co do jedzenia to w zasadzie nie mają tylko białego sera, który jem praktycznie codziennie. Z obiadowych rzeczy jadłam m.in.”gulasz”(zupa na gęsto z mięsem i warzywami a’la nasz bogracz) i powiem szczerze, że po przyjeździe do Polski przez praktycznie tydzień kiepsko się czułam. Cóż, zdarzają się gorsze okresy na tej diecie i nie ma się co oszukiwać. Uwielbiam podróżować i kosztować specjałów z rożnych kuchni, a niestety będąc na SCD jest to mocno ograniczone.
Wracając do kraju;)książka BVC ponieważ nie była pisana w Polsce,a w Stanach Zjednoczonych, nie wymienia produktów kwaszonych dozwolonych do spożycia. Z racji tego, że jestem fanką praktycznie wszystkich przetworów a w szczególności ogórków kiszonych, nie mogłam odmówić sobie przyjemności spróbowania zrobienia kilku słoików.
Ktoś może pomyśleć, że osoby z problemami trawiennymi powinny nie trawić produktów kiszonych..nic bardziej mylnego. Czasami jem także kapustę kiszoną i bardzo dobrze się czuję, ale dodaję do niej marchewkę i trochę miodu.
Tak więc ogórki na pewno Wam nie zaszkodzą, w końcu fermentację przeprowadzają bakterie, widocznie dobre dla naszych jelit.
Mam 2 sposoby na ogórki, różnią się one tylko dodatkami, które wkładam do słoików:
1. Ogórki kiszone z korzeniem chrzanu:
Do słoika oprócz ogórków dodaję 4 ząbki czosnku, koper i mały kawałek korzenia chrzanu, wszystko zalewam woda z solą (proporcja na litr wody kopiasta łyżka soli)i zakręcam.
2. Ogórki kiszone z liśćmi wiśni – składniki jak wyżej tylko zamiast korzenia chrzanu dodaję 4 liście wiśni.
Po około 3-4 dni mam pyszne ogórki.
dobrym sposobem na przyspieszenie fermentacji jest dodanie do słoika kawałka skórki z chleba razowego.
Może uskuteczniacie więcej sposobów na ogórki czy inne przetwory?
Jeszcze uwaga dla osób, które pisały do mnie, że teraz rozpoczynają dietę SCD – jesteście w najlepszym momencie a raczej najlepszej porze roku. Dookoła świeże warzywa i owoce, które można pomalutku wprowadzać do diety. Ja niestety zaczynałam od mrożonych. Korzystajcie z tego ile się da, bo na pewno poczujecie brak cukru w organizmie w porównaniu z poprzednim sposobem odżywiania. Najlepiej wtedy sięgnąć po owoc i zaspokoić ten głód fruktozą.
Btw. dziękuję za wszystkie maile, staram się odpisywać w miarę możliwości i doświadczenia które zdobywam będąc na SCD.
Przyznaję ostatnio osiadłam na laurach jeżeli chodzi o stosowanie nowych przepisów, jest lato, można tak przyjemnie aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu, że nie starcza mi weny na kuchnię;)
Niemniej obiecuję się trochę poprawić:)
piątek, 13 maja 2016
Trochę wiosennie
Za nami kolejne Święta Wielkanocne, a raczej czas, który daje okazję do zatrzymania się, odpoczynku od tempa jakie sobie narzucamy w codziennym życiu. Czasami zapominam jak ważne jest aby przystanąć i pomyśleć, gdzie jestem, gdzie chcę być. Nie zawsze warto gnać prosto do celu, nie odliczać do weekendu. Przecież tak naprawdę liczy się droga i niespodziewane spotkania. Życie jest fajne jak toczy się tu i teraz. Może ta choroba była punktem zwrotnym żebym w końcu coś zrozumiała, zatrzymała się i zaczęła dostrzegać rzeczy, które do tej pory zaniedbywałam.
Cieszę się tym co mam, przestałam się martwić, że nie jestem do końca zdrowa jak reszta,że wielu rzeczy musiałam sobie odmówić. Już się tego nie wstydzę i mogę o tym mówić głośno.
Niby wszystkiego mam mniej (mniej pozycji w menu do zamówienia;), mniej czasu, a tak naprawdę więcej. Co raz więcej widzę, słyszę, czuję smakuję. Dokonuję wyboru i wybieram to co dla mnie najlepsze. Jem wartościowe rzeczy, bez ulepszaczy i zapychaczy.
Niby mam mniej czasu, bo sporo poświęcam na przygotowywanie jedzenia w domu, ale tak naprawdę mam go więcej dla siebie, dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia.Czasami się dziwię, jak słyszę od kogoś kto nie ma jeszcze zobowiązań takich jak dzieci, rodzina że nie ma czasu.. Myślę wtedy, nie masz czasu, bo nie chcesz go mieć. Tak naprawdę każdy z nas ma tyle samo czasu, pytanie tylko na co go przeznaczymy.
Pozostając w klimacie świątecznym chciałam Wam zaproponować przepyszny pasztet, który zrobili moi rodzice z myślą o mnie za co serdecznie im dziękuję. Dzięki czemu przez kilka najbliższych dni będę miała co jeść w pracy ;)
Pasztet wiosenny z drobiu.
Składniki:
500 g. mięsa mielonego z drobiu
100 g mielonego chudego boczku
200 g. wątróbki z drobiu
2 szklanki młodych pędów pokrzyw
1 cebula
1-2 ząbki czosnku
Pół szklanki pestek słonecznika
Sól, pieprz,gałka muszkatołowa
2 łyżki masła
2 jajka
(składniki wystarczą na jedną podłużną formę do pieczenia)
Pokrzywy ułożyć na sicie, przelać wrzątkiem, a następnie zimną wodą, odsączyć. Boczek pokroić w grubą kostkę, stopić lekko na rozgrzanej patelni, podsmażyć na nim pokrojoną cebule i wątróbkę, ostudzić i razem z pokrzywą i ziarnami słonecznika przepuścić przez maszynkę, połączyć z obsmażonym w łyżce masła mielonym mięsem.Dodać czosnek, pieprze, sól, gałkę do smaku, wbić jajka i wyrobić masę. Formę wysmarować masłem po czym wysypać najlepiej mąką migdałową, jeżeli nie macie może być bułka tarta. Wyłożyć przygotowaną masę do formy, piec w nagrzanym piekarniku w temp. 200 °C ok. 40-50 minut. Można jeść na gorąco lub zimno.
Do pasztetu można dodać suszone śliwki. Wtedy najpierw wykładamy cześć masy do formy,układamy na niej śliwki i przykrywamy pozostałą częścią masy. Śliwki nie opadną na dno i po przekrojeniu na plastry pasztet pięknie wygląda.
Jeżeli nie macie skąd wziąć pokrzyw to można je zastąpić nacią pietruszki.
Smacznego
Ostatnio zrobiłam także pierwszy raz w życiu gołąbki. Nawet jak mogłam jeść te oryginalne z ryżem to nigdy mi się nie zdarzyło ich upichcić, a tu proszę, naszły mnie smaki na gołąbki. Swoją drogą nie widziałam, że jest to takie proste:)
Ryż zastąpiłam soczewicą i wyszły fenomenalnie.
Gołąbki z soczewicą
Składniki:
600 g mięsa mielonego drobiowego
1 spora główka młodej kapusty
2 szklanki soczewicy czerwonej
Ok. 1-2 litry rosołu SCD (w zależności od wielkości garnka w którym gotujemy gołąbki)
szczypiorek
sól,pieprz, majeranek, listek laurowy, ziele angielskie
sok pomidorowy jednodniowy
4 pomidory
Mięso umyć, przemielić, wymieszać z posiekanym szczypiorkiem i soczewicą. Użyłam czerwonej soczewicy, która po 7 minutach gotowania robi się naprawdę miękka,dlatego do mięsa dodaję nieugotowana suchą soczewicę. Jeżeli ktoś chciałbym dodać zieloną soczewicę, to najpierw należałoby ją wymoczyć z a potem gotować i dopiero dodać do mięsa. Wyrobioną masę dobrze doprawiamy. Nie żałowałam przypraw. Jest to bardzo ważne, żeby mięso było aromatyczne.
Piękną,młodą kapustę opłukać, obrać wierzchnie liście, ale nie wyrzucać, bo przydadzą się na spód garnka, w którym będziemy gotować nasze gołębie ;) Kolejno wyciąć głąb, a kapustę zalać dużą ilością wrzącej wody, obgotować aż liście zmiękną. W przypadku młodej kapusty po 5 minutach można ją obrócić na druga stronę i liście powinny już same odchodzić. Następnie kapustę wyjąć, oddzielić resztę liści, z których ścinamy grube nerwy.
Na przygotowanych liściach układamy nadzienie i zawijamy najpierw brzegi do środka a potem rolujemy. Gołąbki układamy w naczyniu wyłożonym liśćmi kapusty, zalewamy rosołem z dodanym sokiem pomidorowym, liściem laurowym, zielem angielskim oraz dodajemy pokrojone pomidory. Dusimy ok. 30-40 min.
Jest jeszcze dobry patent, którego ja nie zastosowałam, żeby przed włożeniem do garnka gołąbków, obsmażyć je na patelni z dwóch stron.
Takie mi śmieszne zdjęcia wyszły:D
Cieszę się tym co mam, przestałam się martwić, że nie jestem do końca zdrowa jak reszta,że wielu rzeczy musiałam sobie odmówić. Już się tego nie wstydzę i mogę o tym mówić głośno.
Niby wszystkiego mam mniej (mniej pozycji w menu do zamówienia;), mniej czasu, a tak naprawdę więcej. Co raz więcej widzę, słyszę, czuję smakuję. Dokonuję wyboru i wybieram to co dla mnie najlepsze. Jem wartościowe rzeczy, bez ulepszaczy i zapychaczy.
Niby mam mniej czasu, bo sporo poświęcam na przygotowywanie jedzenia w domu, ale tak naprawdę mam go więcej dla siebie, dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia.Czasami się dziwię, jak słyszę od kogoś kto nie ma jeszcze zobowiązań takich jak dzieci, rodzina że nie ma czasu.. Myślę wtedy, nie masz czasu, bo nie chcesz go mieć. Tak naprawdę każdy z nas ma tyle samo czasu, pytanie tylko na co go przeznaczymy.
Pozostając w klimacie świątecznym chciałam Wam zaproponować przepyszny pasztet, który zrobili moi rodzice z myślą o mnie za co serdecznie im dziękuję. Dzięki czemu przez kilka najbliższych dni będę miała co jeść w pracy ;)
Pasztet wiosenny z drobiu.
Składniki:
500 g. mięsa mielonego z drobiu
100 g mielonego chudego boczku
200 g. wątróbki z drobiu
2 szklanki młodych pędów pokrzyw
1 cebula
1-2 ząbki czosnku
Pół szklanki pestek słonecznika
Sól, pieprz,gałka muszkatołowa
2 łyżki masła
2 jajka
(składniki wystarczą na jedną podłużną formę do pieczenia)
Pokrzywy ułożyć na sicie, przelać wrzątkiem, a następnie zimną wodą, odsączyć. Boczek pokroić w grubą kostkę, stopić lekko na rozgrzanej patelni, podsmażyć na nim pokrojoną cebule i wątróbkę, ostudzić i razem z pokrzywą i ziarnami słonecznika przepuścić przez maszynkę, połączyć z obsmażonym w łyżce masła mielonym mięsem.Dodać czosnek, pieprze, sól, gałkę do smaku, wbić jajka i wyrobić masę. Formę wysmarować masłem po czym wysypać najlepiej mąką migdałową, jeżeli nie macie może być bułka tarta. Wyłożyć przygotowaną masę do formy, piec w nagrzanym piekarniku w temp. 200 °C ok. 40-50 minut. Można jeść na gorąco lub zimno.
Do pasztetu można dodać suszone śliwki. Wtedy najpierw wykładamy cześć masy do formy,układamy na niej śliwki i przykrywamy pozostałą częścią masy. Śliwki nie opadną na dno i po przekrojeniu na plastry pasztet pięknie wygląda.
Jeżeli nie macie skąd wziąć pokrzyw to można je zastąpić nacią pietruszki.
Smacznego
Ostatnio zrobiłam także pierwszy raz w życiu gołąbki. Nawet jak mogłam jeść te oryginalne z ryżem to nigdy mi się nie zdarzyło ich upichcić, a tu proszę, naszły mnie smaki na gołąbki. Swoją drogą nie widziałam, że jest to takie proste:)
Ryż zastąpiłam soczewicą i wyszły fenomenalnie.
Gołąbki z soczewicą
Składniki:
600 g mięsa mielonego drobiowego
1 spora główka młodej kapusty
2 szklanki soczewicy czerwonej
Ok. 1-2 litry rosołu SCD (w zależności od wielkości garnka w którym gotujemy gołąbki)
szczypiorek
sól,pieprz, majeranek, listek laurowy, ziele angielskie
sok pomidorowy jednodniowy
4 pomidory
Mięso umyć, przemielić, wymieszać z posiekanym szczypiorkiem i soczewicą. Użyłam czerwonej soczewicy, która po 7 minutach gotowania robi się naprawdę miękka,dlatego do mięsa dodaję nieugotowana suchą soczewicę. Jeżeli ktoś chciałbym dodać zieloną soczewicę, to najpierw należałoby ją wymoczyć z a potem gotować i dopiero dodać do mięsa. Wyrobioną masę dobrze doprawiamy. Nie żałowałam przypraw. Jest to bardzo ważne, żeby mięso było aromatyczne.
Piękną,młodą kapustę opłukać, obrać wierzchnie liście, ale nie wyrzucać, bo przydadzą się na spód garnka, w którym będziemy gotować nasze gołębie ;) Kolejno wyciąć głąb, a kapustę zalać dużą ilością wrzącej wody, obgotować aż liście zmiękną. W przypadku młodej kapusty po 5 minutach można ją obrócić na druga stronę i liście powinny już same odchodzić. Następnie kapustę wyjąć, oddzielić resztę liści, z których ścinamy grube nerwy.
Na przygotowanych liściach układamy nadzienie i zawijamy najpierw brzegi do środka a potem rolujemy. Gołąbki układamy w naczyniu wyłożonym liśćmi kapusty, zalewamy rosołem z dodanym sokiem pomidorowym, liściem laurowym, zielem angielskim oraz dodajemy pokrojone pomidory. Dusimy ok. 30-40 min.
Jest jeszcze dobry patent, którego ja nie zastosowałam, żeby przed włożeniem do garnka gołąbków, obsmażyć je na patelni z dwóch stron.
Takie mi śmieszne zdjęcia wyszły:D
piątek, 22 kwietnia 2016
Stanowcze NIE dla soi w diecie SCD i nie tylko!
Dostałam ostatnio kilka pytań odnośnie soi m.in. dlaczegodieta SCD wyklucza spożywanie soi. Postaram się w przystępny sposób wytłumaczyćco Eleain zapisała w książce oraz co ja sama po małych przeszukiwaniach iposzukiwaniach odkryłam.
Według autorki książki BVC ziarna soizawierają duże ilości naturalnych toksyn, włączając inhibitory enzymów, które blokujądziałanie trypsyny (enzym trawiennysoku trzustkowego, rozkładający białkowe składniki pokarmowe na aminokwasy) i innych enzymów niezbędnych dla trawienia białek. Ww. inhibitory enzymów mogąpowodować problemy trawienne upośledzając trawienie białek, a tym samymchroniczne braki w przyswajaniu aminokwasów. To z kolei powoduje powiększenie ichroniczne schorzenie trzustki z nowotworem włącznie. Soja produkuje także związeknazwany genisteiną, który upośledza funkcje tarczycy, powodując nadwagę.Ponadto ziarna soi mają bardzo kwaśny odczyn, (zakwasza organizm), co blokujeabsorpcję w jelicie poszczególnych minerałów takich jak wapń, magnez, miedź,żelazo i cynk. Soja zawiera znaczne ilości izoflawonów, które mogą przyczyniaćsię do powstania nowotworów tzw. hormonozależnych. Zwiększona konsumpcjaprowadzi do podwyższonego ryzyka zachorowalności na raka piersi.
Co więcej, soja jest w bardzo dużymstopniu o ile nie największym, spośród roślin uprawnych, zanieczyszczonapestycydami. Nie wiem czy wiecie, ale ok. 70 % upraw soi w StanachZjednoczonych jest modyfikowana genetycznie, w ten sposób, że„wstrzykuje się”do niej obce geny bakterii lub wirusa odpornego na znany wszystkim pestycyd(herbicyd) Randap (Roundup).
Problem z żywnością GMO jest dwoistegorodzaju. Z jednej strony, wbudowana nasionom, przez inżynierów genetycznych,odporność na środek chwastobójczy, może rozprzestrzenić się w środowisku,powodując powstanie roślin mutantów np. chwastów, które będą wymagały jeszczewiększego spryskiwania pól chemikaliami o większej zabójczej mocy. Randap jestzabójczy dla większości roślin. Jego użycie powoduje, że wszystko, opróczodpornej na jego działanie, zmutowanej soi, ginie. Nie tylko chronione gatunkiroślin, ale też inne elementy flory zostają zniszczone. To samo spotka niektórezwierzęta o bardzo pozytywnym znaczeniu dla roślinnej wegetacji. Randap niszczytakże miejsca żerowania i rozmnażania się ptaków oraz płazów, a to powodujezmiany w całym ekosystemie. Zniszczenie jednego elementu ekosystemu będziemiało zabójczy wpływ na inne elementy od niego zależne.
Z drugiej strony pomyślcie sobie jakorganizm człowieka ma sobie poradzić ze strawieniem takiej soi, skoro Randapnajsilniejszy z herbicydów jej nie niszczy? Nie dziwięsię, że coraz więcej osóbma problemy z układem pokarmowym i nie tylko. Badania przeprowadzone przeznaukowców m. in. Z Rosyjskiej Akademii Nauk, na szczurach karmionych sojaGMO wykazały, iż w trzecim pokoleniu zwierzęta te stały się bezpłodne. Oczywiściebadania naukowe, które mają zapewnić o bezpieczeństwie roślin GMO sąsponsorowane przez koncerny biotechnologiczne, więc nie są obiektywne przez cozatracają jakąkolwiek wartość naukową. Najgorsze jest to, że soja jak sięokazuje jest wszędzie i nie chodzi mi o produkty sojowe dla wegetarian.Najwięcej znajdziemy jej w paszy dla zwierząt, które karmione są śrutą sojową,a to oznacza, że mięso, jaja i inne produkty są „zainfekowane” GMO.
Dzięki znajomemu zainteresowałam się tymtematem i dowiedziałam, że monopolistą jeżeli chodzi o produkcję Randapu i coważniejsze monopolistą w produkcji nasion soi modyfikowanej genetycznieodpornej na Randap jest międzynarodowy koncern biotechnologiczny – MonsantoCompany (polski oddział: Monsanto Polska Sp. zo.o.), który kontroluje 90% uprawGMO. Co za ironia. Jeżeli macie ochotę i interesuje Was temat to zapraszam doobejrzenia bardzo dobrego reportażu . Oto jego pierwsza część.
Wobec powyższych faktów cóż nam pozostaje, żeby uchronićsię od żywności genetycznie modyfikowanej i nie uczestniczyć w tym globalnymeksperymencie na ludziach. Na pewno wykluczyć żywność przetworzoną(dieta SCDtaką wyklucza), znaleźć wiejskiego dostawcę jajek, który karmi kury nie zmodyfikowanymiziarnami. Te dwa punkty udaje mi się realizować, mimo że mieszkam w dużymmieście. Jednakże, jednego nie jestem w stanie przeskoczyć – mięso kupuję wmasarni i zapewne zwierzęta hodowlane, które tam trafiły jadły cośzmodyfikowanego…
Według autorki książki BVC ziarna soizawierają duże ilości naturalnych toksyn, włączając inhibitory enzymów, które blokujądziałanie trypsyny (enzym trawiennysoku trzustkowego, rozkładający białkowe składniki pokarmowe na aminokwasy) i innych enzymów niezbędnych dla trawienia białek. Ww. inhibitory enzymów mogąpowodować problemy trawienne upośledzając trawienie białek, a tym samymchroniczne braki w przyswajaniu aminokwasów. To z kolei powoduje powiększenie ichroniczne schorzenie trzustki z nowotworem włącznie. Soja produkuje także związeknazwany genisteiną, który upośledza funkcje tarczycy, powodując nadwagę.Ponadto ziarna soi mają bardzo kwaśny odczyn, (zakwasza organizm), co blokujeabsorpcję w jelicie poszczególnych minerałów takich jak wapń, magnez, miedź,żelazo i cynk. Soja zawiera znaczne ilości izoflawonów, które mogą przyczyniaćsię do powstania nowotworów tzw. hormonozależnych. Zwiększona konsumpcjaprowadzi do podwyższonego ryzyka zachorowalności na raka piersi.
Co więcej, soja jest w bardzo dużymstopniu o ile nie największym, spośród roślin uprawnych, zanieczyszczonapestycydami. Nie wiem czy wiecie, ale ok. 70 % upraw soi w StanachZjednoczonych jest modyfikowana genetycznie, w ten sposób, że„wstrzykuje się”do niej obce geny bakterii lub wirusa odpornego na znany wszystkim pestycyd(herbicyd) Randap (Roundup).
Problem z żywnością GMO jest dwoistegorodzaju. Z jednej strony, wbudowana nasionom, przez inżynierów genetycznych,odporność na środek chwastobójczy, może rozprzestrzenić się w środowisku,powodując powstanie roślin mutantów np. chwastów, które będą wymagały jeszczewiększego spryskiwania pól chemikaliami o większej zabójczej mocy. Randap jestzabójczy dla większości roślin. Jego użycie powoduje, że wszystko, opróczodpornej na jego działanie, zmutowanej soi, ginie. Nie tylko chronione gatunkiroślin, ale też inne elementy flory zostają zniszczone. To samo spotka niektórezwierzęta o bardzo pozytywnym znaczeniu dla roślinnej wegetacji. Randap niszczytakże miejsca żerowania i rozmnażania się ptaków oraz płazów, a to powodujezmiany w całym ekosystemie. Zniszczenie jednego elementu ekosystemu będziemiało zabójczy wpływ na inne elementy od niego zależne.
Z drugiej strony pomyślcie sobie jakorganizm człowieka ma sobie poradzić ze strawieniem takiej soi, skoro Randapnajsilniejszy z herbicydów jej nie niszczy? Nie dziwięsię, że coraz więcej osóbma problemy z układem pokarmowym i nie tylko. Badania przeprowadzone przeznaukowców m. in. Z Rosyjskiej Akademii Nauk, na szczurach karmionych sojaGMO wykazały, iż w trzecim pokoleniu zwierzęta te stały się bezpłodne. Oczywiściebadania naukowe, które mają zapewnić o bezpieczeństwie roślin GMO sąsponsorowane przez koncerny biotechnologiczne, więc nie są obiektywne przez cozatracają jakąkolwiek wartość naukową. Najgorsze jest to, że soja jak sięokazuje jest wszędzie i nie chodzi mi o produkty sojowe dla wegetarian.Najwięcej znajdziemy jej w paszy dla zwierząt, które karmione są śrutą sojową,a to oznacza, że mięso, jaja i inne produkty są „zainfekowane” GMO.
Dzięki znajomemu zainteresowałam się tymtematem i dowiedziałam, że monopolistą jeżeli chodzi o produkcję Randapu i coważniejsze monopolistą w produkcji nasion soi modyfikowanej genetycznieodpornej na Randap jest międzynarodowy koncern biotechnologiczny – MonsantoCompany (polski oddział: Monsanto Polska Sp. zo.o.), który kontroluje 90% uprawGMO. Co za ironia. Jeżeli macie ochotę i interesuje Was temat to zapraszam doobejrzenia bardzo dobrego reportażu . Oto jego pierwsza część.
Wobec powyższych faktów cóż nam pozostaje, żeby uchronićsię od żywności genetycznie modyfikowanej i nie uczestniczyć w tym globalnymeksperymencie na ludziach. Na pewno wykluczyć żywność przetworzoną(dieta SCDtaką wyklucza), znaleźć wiejskiego dostawcę jajek, który karmi kury nie zmodyfikowanymiziarnami. Te dwa punkty udaje mi się realizować, mimo że mieszkam w dużymmieście. Jednakże, jednego nie jestem w stanie przeskoczyć – mięso kupuję wmasarni i zapewne zwierzęta hodowlane, które tam trafiły jadły cośzmodyfikowanego…
wtorek, 1 marca 2016
Uwagi do jogurtu SCD
Niedawno mój znajomy, któremu opowiedziałam o diecie SCD i który kształcił się w dziedzinie technologii żywienia, podsunął mi ciekawą myśl na temat mleka używanego do jogurtu SCD.
W książce BVC odnajdziemy zapis, według którego do sporządzenia jogurtu najlepiej użyć pełnotłustego mleka tzw. whole milk, jogurt jest wtedy najsmaczniejszy i najbardziej pełnowartościowy. Jeżeli ktoś nie może z różnych względów jeść tłuszczów można także użyć mleka w proszku, chudego mleka lub 2%. Autorka nie wspomina jednak nic o typie mleka z jakim powszechnie możemy się dzisiaj spotkać tzn. mleka UHT
Jest to o tyle istotne, gdyż jak pisałam wcześniej mleko najpierw podgrzewamy do tem. ok. 83°C aby zabić niepożądane bakterie. Z kolei mleko UHT to skrot od Ultra High Temperature, co oznacza krótkotrwałą sterylizację przy 120-130°C. Dlatego też, jak stwierdził mój kolega, nie ma sensu tego mleka podgrzewać ponownie, gdyż ono jest praktycznie wyjalowione i bez bakterii. Sam zaproponował mleko świeże (można kupić w butelce lub w woreczku). W niektórych miastach są nawet specjalne punkty z mlekiem prosto od krowy.
Niestety, w lodówce odnalazłam jedynie UHT więc postanowiłam ominąć etap podgrzewania mleka celem sterylizacji i podgrzałam je tylko do tem. ok. 42°C, po czym zaszczepiłam jogurt z bakteriami. Nie ukrywam, że zaoszczędziło mi to sporo czasu. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Jeżeli dalej macie opory ze sporządzeniem jogurtu podsuwam Wam filmik jak go wykonać. Została tu użyta większa jogurtownica z jednym pojemnikiem na 2 litry i podgrzewana za pomocą pary wodnej. Nie mogłam takiej znaleźć w Polsce. Konsystencja jogurtu po przygotowaniu taka sama jak u mnie:)
Nie mogę się już doczekać malin i truskawek z jogurtem…
W książce BVC odnajdziemy zapis, według którego do sporządzenia jogurtu najlepiej użyć pełnotłustego mleka tzw. whole milk, jogurt jest wtedy najsmaczniejszy i najbardziej pełnowartościowy. Jeżeli ktoś nie może z różnych względów jeść tłuszczów można także użyć mleka w proszku, chudego mleka lub 2%. Autorka nie wspomina jednak nic o typie mleka z jakim powszechnie możemy się dzisiaj spotkać tzn. mleka UHT
Jest to o tyle istotne, gdyż jak pisałam wcześniej mleko najpierw podgrzewamy do tem. ok. 83°C aby zabić niepożądane bakterie. Z kolei mleko UHT to skrot od Ultra High Temperature, co oznacza krótkotrwałą sterylizację przy 120-130°C. Dlatego też, jak stwierdził mój kolega, nie ma sensu tego mleka podgrzewać ponownie, gdyż ono jest praktycznie wyjalowione i bez bakterii. Sam zaproponował mleko świeże (można kupić w butelce lub w woreczku). W niektórych miastach są nawet specjalne punkty z mlekiem prosto od krowy.
Niestety, w lodówce odnalazłam jedynie UHT więc postanowiłam ominąć etap podgrzewania mleka celem sterylizacji i podgrzałam je tylko do tem. ok. 42°C, po czym zaszczepiłam jogurt z bakteriami. Nie ukrywam, że zaoszczędziło mi to sporo czasu. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Jeżeli dalej macie opory ze sporządzeniem jogurtu podsuwam Wam filmik jak go wykonać. Została tu użyta większa jogurtownica z jednym pojemnikiem na 2 litry i podgrzewana za pomocą pary wodnej. Nie mogłam takiej znaleźć w Polsce. Konsystencja jogurtu po przygotowaniu taka sama jak u mnie:)
Nie mogę się już doczekać malin i truskawek z jogurtem…
Subskrybuj:
Posty (Atom)